Psy w Chinach

Chińskie pieskie życie


21 czerwca rozpoczął się Yulin Dog Meat Festival. Przekładając na nasze: Festiwal Psiego Mięsa. Przedsięwzięcie, w trakcie którego tysiące psów ginie w ciężkich mękach. Po to, by Chińczyk „dobrze”się najadł. Czy to normalne, że tego rodzaju przedsięwzięcia dzieją się w XXI w.? Czy dzieją się tylko w Państwie Środka? I jak to tak naprawdę jest z tym jedzeniem psów w Chinach? 


Babska ciekawość świata nie ogranicza się do skręcania w szemrane uliczki i ziomalenia się z lokalsami. Podróżowanie to dla mnie także kosztowanie lokalnych specjałów – jakie by one nie były. Dlatego też, będąc w Chinach, oraz – co trzeba na wstępie zaznaczyć – na pełnej nieświadomce, rozglądałam się za miejscem, w którym mogłabym psa spróbować. Tak, wiem. Każdego, kto już mnie trochę poznał – takie wyznanie może szokować. Ja, zapalona miłośniczka psów, bez pamięci zakochana we własnym, jestem w stanie przełknąć najlepszego pobratymca człowieka.

Po pierwsze: nie wiem, czy jestem w stanie, bo – mimo usilnych starań – miejsca, w którym serwują psy, nie znalazłam.

Po drugie: nie postrzegam jedzenia psa w kategoriach kanibalizmu. Nie wiem, skąd przeświadczenie, że nasze żywieniowe nawyki to coś jedynie słusznego. Ja pod tą myślą się nie podpisuję. W Chinach jedzą psy, w Polsce krowy, w Kirgistanie baranie oczy. Tak już ten świat urządzony. Pies pogrzebany nie w chińskich tradycjach, lecz w tym… no właśnie… jak jest pogrzebany.


Jedzenie psów w Chinach


Zwyczaj jedzenia psów sięga 2500 lat wstecz. I choć dziś psi przysmak nie należy do tanich to tak naprawdę zrodził się z biedy.
Z pewnością i Ty, przymierając głodem, choćbyś się dziś na matkę i ojca przysięgał, wrzuciłbyś na patelnię każde jedno żyjątko. Tak też czynili Azjaci.
Tradycja jednak przetrwała i cholernie ciężko ją dziś z narodu wyplenić.


Czy wszędzie?

Wbrew obiegowym opiniom i mając na względzie powierzchnię kraju – można pokusić się o stwierdzenie, że w Chinach psów właściwie się nie je. To dlatego moje próby znalezienia knajpy, w której psinę serwują, spełzły na niczym. Jak się okazuje, spożywanie psów w Chinach jest nawet prawnie zakazane, ale czego oczy nie widzą…


Prowincjami, w których nie miałabym problemu ze zlokalizowaniem psiny, są Liaoning (północny-wschód państwa) oraz Guangdong i Guangxi, mieszczące się na południowym-wschodzie.
Południe to ta mniej zamożna część kraju. Można by biedą to zjawisko tłumaczyć, ale że biedny nie równa się zły to wstrzymuję się z tego rodzaju tezą.
W pozostałych rejonach, wbrew obiegowym opiniom, psy są przez ludzi kochane. Przyznaję – sama jechałam do Chin z przeświadczeniem, że nawet jeśli miłość psio-ludzka w Państwie Środka istnieje to ma ona charakter stricte konsumpcyjny. A jednak nie. I owszem, spotyka się bezpańskie kojoty, żywiące się na ulicy, ale podobne zjawisko obserwowałam, będąc choćby w greckich Atenach. Jednocześnie widok czworonogów zadbanych, pieszczonych i bawiących się ze swoim właścicielem w parku – takie obrazki to w Chinach wcale nie rzadkość.


Jedzenie psów w Chinach
Te mniej wesołe ujęcia

Chińskie psy


Jedzenie psów w Chinach
I te odczarowujące mity

Jedzenie psów w Chinach


Jedzenie psów w Chinach
Studio tatuażu. Pekin.

Walka z wiatrakami

Organizacje prozwierzęce najwięcej roboty mają właśnie w południowych prowincjach kraju. W innych rejonach do nie jedzenia psiego mięsa nikogo przekonywać nie trzeba. Mało tego, ich mieszkańcy regularnie organizują manifestacje, próbujące zmotywować południowych sąsiadów do zaprzestania tego rodzaju praktyk. Daremnie.


O co tyle szumu?

Jak już na wstępie wspomniałam – nie oburza mnie konsumowanie psiego czy kociego mięsa. Szanuję cudzą kulturę i przyzwyczajenia – także w kontekście kulinarnym. Nie uważam też, że jesteśmy „lepsi” z uwagi na fakt, iż naszą przekąską nie jest smażony kundelek. Głównym problemem nie są tak naprawdę nawyki żywieniowe Chińczyków. Problemem są zakorzenione w ich świadomości przekonania, pociągające za sobą przeogromne cierpienie zwierząt.


Festiwal Psiego Mięsa

Mowa o Festiwalu Yulin, podczas którego rokrocznie, między 21. a 30. czerwca, dochodzi do barbarzyńskich aktów.


Najpierw psiaki upychane są w ciasnych klatkach i przewożone do miejsca „imprezy”. Tam czekają już na nich tłumy ludzi. Psiakom się pewnie wydaje, że czekają tak w dobrych intencjach. Że człowiek = dom. Wystarczy, że wypuści z tej klatki a na powrót będzie, ekhm…, normalnie. Tymczasem człowiek bierze psa, wiesza na haku za szczękę i zaczyna okładać go kijem. Człowiek wierzy, że tego rodzaju działanie powoduje, iż psie mięso będzie bardziej soczyste i kruche. Bity pies nie wierzy już w nic. Nawet w swojego człowieka. Bo jak wierzyć w kogoś, kto bez przyczyny i bez najmniejszego drgnięcia powieką, zadaje mu ból?


Jedzenie psów w Chinach


Potem psy, również żywcem, są obdzierane ze skóry. Kolejno lądują we wrzątku. Zasada jest jedna: im większe cierpienie – tym później lepsze walory smakowe.
Psie mięso ma być nie tylko smaczne. Wg wierzeń Chińczyków podnosi libido, działa rozgrzewająco a maść z psiego smalcu pomaga w leczeniu stawów i płuc.
To właśnie w powyższych intencjach co roku, w ciężkiej agonii, odchodzi od 10 do 15 tys. psów.


Do niedawna podobny festiwal odbywał się w mieście Qianxi. Obrońcom praw zwierząt udało się wywalczyć zamknięcie imprezy, ale Yulin w dalszym ciągu ma się wyśmienicie. Co więcej, na krótko przed festiwalem regularnie pojawiają się publikacje, jakoby Yulin został zamknięty, po czym okazuje się, że to jeden wielki bullshit. Fałszywy szum informacyjny ma się przysłużyć ograniczeniu ilości protestujących osób i psujących całą „zabawę”.


Z samych siebie się śmiejecie

Czy fakt, że jedną z Twoich bożonarodzeniowych potraw nie są psie łapki w galarecie – czyni Cię bardziej szlachetnym i upoważnia do rzucania gromów na praktyki Chińczyków? Czy nie zajadasz się wigilijnym karpiem, zachwalając zdrowe właściwości ryby? Czy nie wiesz, że ta sama ryba – niczym ten pożałowany przez Ciebie chiński pies w ciasnej klatce – pływała chwil kilka wcześniej w niedużej wannie, wraz z dziesiątkami innych przerażonych stworzeń – po to, by być później żywcem przez dziadka tłuczona w łazience?


Czy wiesz, że fakt, iż jesz krowę, jest dla Hindusa czymś tak samo bestialskim, jak dla Ciebie posiłek z psiny?


Czy wiesz, co to rytualny ubój?


Czy prowadzasz swoje dzieci do cyrku?


Czy wypoczywasz w gospodarstwie agroturystycznym, gdzie psy trzymane są na krótkich łańcuchach i, zapomniane przez gospodarzy, przez pół dnia czekają na napełnienie blaszanej miski wodą?


Czy zdajesz sobie sprawę, że po dziś dzień psy jedzone są w Szwajcarii, Rumunii i – nie sięgając aż tak daleko – psi smalec to także wyrób made in polska wieś?


Czy słyszałeś kiedyś, że chcąc zacząć zmieniać świat, powinno zacząć się od samego siebie?


Jedzenie psów w Chinach


Szukając knajpy, w której mogłabym spróbować psiny, nie miałam świadomości, przez co przechodzi ten zwierzak, zanim znajdzie się na restauracyjnym talerzu. Nie słyszałam o Festiwalu Yulin a jedzenie psa traktowałam na równi z żarciem australijskiego kangura.
Dziś cieszę się, że tej knajpy nie znalazłam.
Że obszar, na którym serwują psinę, jest stosunkowo niewielki.
I że pies – również w Chinach – jest najlepszym przyjacielem człowieka.


Chińskie psy


Jedzenie psów w Chinach


Jedzenie psów w Chinach


Jeżeli chcesz dołączyć do protestujących przeciwko inicjatywie Yulin, możesz to zrobić w tym miejscu.

4 thoughts on “Chińskie pieskie życie

  1. Bardzo podoba mi się sposób w jaki starasz się pokazać problem. Nie sztuką jest kogoś krytykować, sztuką jest szanować czyjeś tradycje, mimo że do końca się z tym nie zgadzamy. Konsumowanie jakiegokolwiek mięsa można rozpatrywać w kategoriach cierpienia zwierząt. Cyrk, szkółki jeździeckie, zoo czy inne formy ludzkiej rozrywki również sprawiają, że zwierzęta cierpią bo oderwane są od środowiska naturalnego. Warto się na chwilę pochylić nad tym tematem.

  2. Mocny artykuł o mitach! Dla mnie jako wegetarianki w praktycznie identycznym stopniu niewyobrażalne jest jedzenie czegokolwiek żywego! Najgorszą traumę przeżyłam w Laosie…tam szczury sprzedawane są na targu…leżą na ladzie przywiązane do kija za ogon. W takiej samej formie sprzedawane są przy drogach przez dzieci. Natomiast w tym kraju dowiedziałam się również, że Laos eksportuje psy do Chin. Mniej lub bardziej legalnie. Właścicielka kwatery, w której nocowałam, po tym jak zaginął jej pupil, właśnie bardzo się obawiała…że został zjedzony.

  3. Cóż, jak to mówią, co kraj, to obyczaj. Pewnie znaleźliby się tacy przedstawiciele innych kultur, co potępią zjadanie przez nas rozkosznie różowych świnek albo puszystych króliczków. Mi, jak i większości rodaków, w głowie się nie mieści zjedzenie psa czy konia. Prędzej bym już ludożercą został. Ale inni patrzą na to inaczej, i nie ma co się temu dziwić czy wszczynać protesty. Jeżeli już, to w obronie norm humanitarnych przy, ciężko mi to napisać, uboju. Wszyscy mają prawo do swej kultury i jakieś próby narzucenia swojej optyki to zwykłe… Zwłaszcza w przypadku Chin, gdzie jadano w wyszukany sposób nie tylko potrawy z psa w czasach, gdy my jedliśmy wszystko, co nie zdążyło uciec. Po to podróżujemy, by poznawać świat, który potrafi i zaszokować. Jak ktoś ma z tymi szokami problem, niech siedzi w kraju i koniecznie na wegetarianizm przejdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *