Rakietą przez Maroko – o tym, czy bać się wynajmu auta w tym kraju


Na temat bujania się po Maroku samochodem krążą istne legendy.
Że niefajne drogi. Że wszędobylska policja. I wreszcie: że Marokańczycy jeżdżą jak wariaci. Sama gdzieś tam uległam tej famie i nabrałam lęków. Nie na tyle jednak, by z opcji wynajmu auta zrezygnować, więc jeśli trafiłeś na ten tekst, bo wciąż zastanawiasz się, czy warto wypożyczać auto w Maroku – lepiej trafić nie mogłeś. Masz tu garść porad od kogoś, kto jechał na tym samym wózku, co Ty.


#1. Wypożyczenie auta

Wypożyczając samochód na miejscu – z reguły zapłacisz mniej. Mocno więc rozmyślałam nad takim rozwiązaniem. Ostatecznie jednak obawy, związane z kosztem przedostania się z lotniska do miasta (podobno kroją konkretnie), jak i z tym,  że raczej nie bardzo zrozumiem treść umowy, którą będą podsuwać mi do podpisu – zadecydowały o zaklepaniu pojazdu jeszcze z Polski.

Auto odbierałam z lotniska. Całe poobijane, co zresztą zostało w umowie przez kolesia uczciwie zaznaczone, ale nie uspokajało mnie to w kontekście ewentualnego udowadniania, że ryska, która na protokole zaznaczona nie była, jest wynikiem harców poprzedników, nie moich. Przy odbiorze auta było już zresztą ciemno. Ocena stanu karoserii była więc utrudniona, ale i tak świrowałam z robieniem zdjęć – na znak, że robiłam to już miliony razy i jeszcze nigdy nikomu nie udało się mnie oszukać.

Czy tego rodzaju zabiegi były konieczne? Nie. Ale o tym przeczytasz za chwilę.


#2. Gdzie wynająć?

Generalnie: kombinuj, korzystając z wyszukiwarek. Mi jakoś tak zawsze po drodze do pośrednika rentalcars, ale niezłymi cenami zarzucają też ryanairy na przykład.

Koszt wynajmu wyniósł nas 770 zł/10 dni. Dodatkowo blokada kaucji na kredytówce – 11.500,00 MAD, co aktualnie daje nam 4.300,00 w złotówkach. Dużo – niedużo, ale wynajęcie auta bez depozytu jest kwestią trudną do ogarnięcia. Zwłaszcza, gdy robisz to przez internet.


#3. Ubezpieczenie

Dokupienie tzw. ubezpieczenia wkładu własnego kosztowało 350 pln. Szczerze mówiąc, w dodatkowe ubezpieczenia nigdy wcześniej się nie bawiłam, ale że znów odezwała się obawa przed piratami drogowymi Maroka, to tym razem skapitulowałam w temacie.

Czy doubezpieczanie jest w Maroku konieczne? Wg mnie w takiej samej skali, co w krajach europejskich, więc pozostawiam to Twojej ocenie.


#4. Benzyna

Ceny zbliżone do polskich. Niekiedy zdarzy się, że zapłacisz mniej niż na Orlenie, ale nie będą to jakieś zawrotne różnice.


Ceny benzyny w Maroku


Różnicę stanowi to, że nie nalejesz samodzielnie wachy do baku. Ilekroć podjeżdżałam pod dystrybutor, w mig zjawiał się pracownik przybytku i robił swoją robotę. Kasę pobierał zgodnie z wyświetlaczem, ale tylko raz (słownie: raz) otrzymałam za tę usługę rachunek. Wypisany, nota bene, na jakimś wyświechtanym kawałku papieru.


#5. Drogi

W zaskakująco dobrym stanie. Autostrady to rzecz wiadoma. Wypada, by wyglądały solidnie. Ale i po podrzędnych swobodnie sobie pociśniesz. Pod warunkiem, że nie znajdujesz się w górach.

Serpentyn jest w Maroku od groma, co zresztą znacznie wydłuża czas przejazdu. Generalnie nie ma co sugerować się googlowymi wyliczeniami na pokonanie danego odcinka. Gwarantuję Ci, że nijak ma się to do rzeczywistości. Dodawaj sobie zawsze minimum 1/3 tego, co Ci Wujek Google wykazał.


Drogi w Maroku

Drogi w Maroku
Ronda. Bardzo ich sporo w Maroku. I sporo przy nich policji (nie pytaj, dlaczego, bo nie wiem).

Drogi w Maroku


# 6. Bezpieczeństwo

Marokańczycy jeżdżą bezpiecznie. Pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że znacznie bezpieczniej niż my.

Należę do kierowców, którzy lubią, jak coś się dzieje na drodze. Lubię również docisnąć gazu, nie tylko na autostradach. Ba, tych to się staram unikać, bo jazda jednostajna i żmudna. Maroko idealnie wpisało się więc w moje preferencje. Wspomniane już serpentynki i – na to zawsze czekałam najbardziej – miasta! Możesz się w nich spodziewać wszystkiego. Przebiegających przed maską ludzi, psów czy innych osiołków. Ale! To tylko pozorny chaos. Tak naprawdę to wszystko jest pod kontrolą. Jeden element pasuje do drugiego, jak ulał. Pokonując kolejne miejskie przeszkody drogowe, czułam się, jak w jakiejś (przezajebistej) grze komputerowej. Były emocje i bawiłam się świetnie!


 

Zdjęć miejskiego chaosu nie będzie. Mam trochę mniejszą podzielność uwagi niż przypuszczałam 😉

Na poboczach, miast krów, pasą się wielbłądy. Ja w to wchodzę!
Na drogowe bezpieczeństwo składa się też właściwe odczytywanie znaków drogowych. Don’t worry – nawet, jeżeli – cudem jakimś – nie ogarniasz arabskiego – kształt znaku będzie Ci przyjacielem.
To również oni. Autostopowicze. Zło, które – na własne życzenie – ściągasz sobie do samochodu. (czytaj: wyluuuuzuuuj…)

# 7. Przepisy drogowe

W Maroku obowiązuje ruch prawostronny.

Jeżeli chodzi o ograniczenia prędkości to… Houston, mamy problem. Nie znalazłam żadnych konkretnych informacji w tym zakresie. Ani w internetach, ani w przewodnikach. Ba, na potrzeby tego tekstu zapukałam nawet do ambasady, ale widać nawet tam kwestia dozwolonych prędkości jest pewnego rodzaju enigmą, bo odpowiedzi nie doczekałam po chwilę obecną.

Po Maroku jeździłam na tzw. „czuja”. Dostosowując się do innych kierowców albo do znaków drogowych, których tam wcale niemało.Powiem więcej, na moje oko występują nawet odrobinę za często. Zdarzają się bowiem odcinki, których nawierzchnia pasuje do setki na zegarze a tu nagle – z niewiadomych przyczyn – pojawia się ograniczenie do 60. Po 3 metrach znów jest 80, a po kolejnych czterech – 40. I to 40 już tak sobie trwa. Uznawałam to za błąd w sztuce i robiłam swoje.


Wynajem auta w Maroku
O tak to mniej więcej wygląda.

Generalnie możesz założyć, że przepisy są takie, jak w Polsce, ale… jeśli ktoś Cię dybnie to nie zwalaj na Babę.


Nie ma wymogu używania świateł. Za dnia, znaczy się. Po zmierzchu często będziesz załączać długie, bo w wielu miejscach drogi są nieoświetlone.


# 8. Kontrole drogowe

Tutaj jest dość zabawnie.

Marokańska policja kręci się po drogach częściej niż w Polsce, aczkolwiek nie tak często, jak o tym śpiewają. W większych miastach będzie jej więcej, ale im bardziej będziesz się od nich oddalać – tym natężenie będzie się zmniejszać.

Zatrzymali nas dobrych kilka razy, niemniej jednak nie było to dla nas zaskoczeniem. Tendencja jest bowiem następująca: jedziesz, jedziesz i nagle ograniczenie do 80. Zaraz potem 60, 40, 20 i… znak STOP. Przy STOP-ie stoi kontrola. Znaki ustawione są w tak charakterystycznym zagęszczeniu, że już przy drugim podejściu po prostu wiesz, kogo spotkasz na mecie.
Gdy mundurowi widzą turystę za kierownicą – machają, żeby jechać dalej. Czasami zdarzy się, że otworzysz okno i usłyszysz:

– Where are you from?
– From Poland.
– Go!

I to by było na tyle z policyjnej kontroli.


Ale! Mam również wisienkę na torcie!

Pamiątka z podróży

Zdarzenie miało miejsce po jakichś 22 godzinach za kierownicą. Tak, dobrze czytasz – 22 h jazdy po Maroku. No ok, z 1,5-godzinnym przystankiem na drzemkę, ale to jakby nie zmienia postaci rzeczy.
Jako jedyny kierowca – byłam wykończona. Ale jadę dalej. Jadę i widzę, jak mi auta z naprzeciwka strzelają długimi. Ja, zmęczeniowa pomroczność, gadam do Karola:

– O co im chodzi? Świateł nie włączyłam?

Sprawdzam, rozglądam się, badam każdą szczelinę samochodu. Dochodzę do wniosku, że pewnie droga nierówna, auta w podskokach, wszystko mi się wydaje. O tym, że wniosek był błędny, przekonuje mnie lizak, wyrastający mi z nagła przed szybą samochodu. No to klops.


Maroko. Kontrole policyjne.


Policjant przemiły, ale nie odpuszcza. Prosi o dokumenty. Moje i wozu. Swoje odnajduję z łatwością, z tymi samochodowymi mam poważny problem. Nie widziałam ich na oczy, odkąd odbierałam samochód. Przetrzepuję wszystko co mam pod ręką: auto, plecaki, kieszenie. Już prawie podnoszę samochód, żeby sprawdzić podwozie, gdy pan policjant pyta, dokąd tak właściwie jedziemy. No to mówię, zgodnie z prawdą, że do Agadiru. W odpowiedzi słyszę:

– No to jedźcie. W Agadirze sobie na spokojnie poszukasz.

A ja nadal, pomroczność zmęczeniowa level hard, tłumaczę, że nie, teraz to ja już muszę te dokumenty odnaleźć. Za bardzo się zdenerwowałam, więc nie ujadę dalej jak do pierwszego krzaka. Policjant patrzy na mnie jak na wariatkę i idzie se usiąść pod drzewkiem. Dokumenty w końcu znajduję i, z uśmiechem od ucha do ucha, biegnę do niego się tym znaleziskiem pochwalić. Ten bierze wszystko, co mu do mandatu niezbędne i tak oto mam souvenira z podróży:


Za przekroczenie prędkości o 9 km zabuliłam 150 MAD.

Wnioski?

  1. Gdy Marokańczyk świeci Ci długimi – wiedz, że coś się dzieje. W pierwszej kolejności obstawiaj policję.
  2. Gdy pan policjant, mimo popełnienia wykroczenia, każe Ci jechać dalej – jedź dalej.
  3. Gdy przyjdzie Ci do głowy spędzać za kierownicą więcej niż 20 godzin – puknij się w łeb. W przeciwnym wypadku – nie zrozumiesz poprzednich dwóch punktów.

# 9. Parkingi

Jeżeli krawężnik wymalowany jest na biało-czerwono – nawet przy nim nie zwalniaj. Tu parkować nie wolno. Krawężnik biało-niebieski to zielone światło. Tyle, że – w większości przypadków – płatne.
W pobliżu stać będzie parkometr albo człowiek, robiący za parkingowego. Płacisz mu na sam koniec. Stawki są dosyć ruchome, więc my ustaliliśmy sobie określony sposób działania.

Wszystko zaczęło się od dnia, kiedy pan parkingowy zażądał od nas 100 MAD za raptem 2-godzinne lukanie na auto. Gdy zaczęliśmy negocjować, zatarasował nam przejazd i generalnie zrobiło się niemilusio. Skończyło się na tym, że wyskoczyliśmy z pieniędzy (tzn. Karol, ja byłam gotowa iść na gołe klaty). Ubożsi materialnie, ale bogatsi o doświadczenie, postanowiliśmy rozgrywać całą akcję inaczej.

Najpierw wsiadamy do auta. Uchylamy szybkę. Przez szybkę wręczamy 10-50 MAD, w zależności od czasu, przez jaki człowiek musiał nam tego auta pilnować. A potem rura przed siebie, bez zważania na ewentualne protesty.

Cóż, bywa, że cebulackich zachowań człowiek uczy się dopiero w podróży.


Parkowanie w Maroku


Parkowanie auta pod noclegami nie niosło za sobą żadnych dodatkowych opłat. Wyjątkiem była nora w Imlil, ale było to prawdopodobnie związane z czasem, na jaki zostawiliśmy tam pojazd. Za 3 dni skasowali nas wówczas 75 MAD.


Parkowanie w Maroku


# 10. Noclegi w aucie

Przechodzą.

Przed wyjazdem naczytałam się, że jest z tym w Maroku przeogromny problem. Na zasadzie: gdziekolwiek nie staniesz, tam w okamgnieniu zjawiają się ludzie, których misją jest Ciebie przepędzić. Być może jest to zależne od miejsca, w którym chcesz biwakować, bo nami – parkującymi w miejscach pt. pod pustostanem w bocznej ulicy – nikt się nie interesował.


# 11. Myjnie samochodowe

Maroko to cywilizowany kraj. Bez problemu ogarniesz zatem myjnie automatyczne i bezdotykowe. Odkurzysz też wnętrze swojej rakiety, na co zresztą zalecam zwrócić szczególną uwagę. Przy zdawaniu auta nikt nie liczył rysek na karoserii. Interesowało ich tylko wnętrze samochodu. A my do tego tematu podeszliśmy akurat po macoszemu. I owszem, było trzepanie dywaników i przecieranie kokpitu chusteczką, ale bystre marokańskie oko w mig wychwyciło, że odkurzacza to ten pojazd za naszej kadencji nie widział. Usłyszeliśmy, że wypucowanie auta od środka to sprawa ważniejsza od szacunku do Króla Maroka i przyszło nam wyskakiwać z dodatkowych 50 dirhamów.


Wnioski?

Jeżeli należysz do grupy tzw. niedzielnych kierowców – faktycznie masz się czego obawiać. Jeżeli wręcz przeciwnie, do tego lubisz adrenalinę – bierz to auto, będziesz zachwycony!


 

2 thoughts on “Rakietą przez Maroko – o tym, czy bać się wynajmu auta w tym kraju

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *